Lwów już było kilka, ale tego pięknisia nie mogłam pominąć. Pogłaskać to się go raczej nie da, więc w realnym życiu wolę moją Kicię. Składniki wykorzystane to starzy bywalcy na śniadankowych talerzach - ser, paprykarz, śliwka.
Droga Aniu,Twoje prace sa wspaniale.Miec tego lwa na talerzu,balabym sie konsumpcji,inne sniadanka sa do schrupania.pozdrawiam serdecznie,zycze dalszej wyobrazni i realizacji cudownych sniadanek!!!!
No to lew dla lwa byl? Bo tato jest przeciez zodiakalnym lwem.
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że zupełnie o tym nie pomyślałam, ale faktycznie.
UsuńHmmm, mi to bardziej na lwicę wygląda, albowiem nie ma grzywy.
OdpowiedzUsuńJakoś nie pomyślałam o tym, jaką ma płeć. Ryś mówi, że może to być lwica lub młody lew.
UsuńDroga Aniu,Twoje prace sa wspaniale.Miec tego lwa na talerzu,balabym sie konsumpcji,inne sniadanka sa do schrupania.pozdrawiam serdecznie,zycze dalszej wyobrazni i realizacji cudownych sniadanek!!!!
OdpowiedzUsuń